poniedziałek, 17 września 2012

Bebusiowy tort (red velvet+ dark chocolate fudge cake)

Ten tort zrobiłam wieki temu, ale dopiero dzisiaj skompletowałam zdjęcia, które były na różnych aparatach.
Był naprawdę wypracowany, może niezgrabnie udekorowany, ale w smaku czuć było wysiłek poświęcony na jego wykonanie. Tak właściwie, to red velvet i dark chocolate fudge cake są moimi faworytami i chyba piekę je najczęściej... :)
Wszystko zaczęło się od prośby Agi o ciacho dla mamy na urodziny, później mój móżdżek, zaczął pracować  i wymyślać, co by to mogło być i spełniałoby wymogi - czekoladowe i budyniowe... Tak oto powstał zarys.




Kombinowałam z devil's food cake, ale stwierdziłam, że do red velvet konsystencją bardziej pasuje chocolate fudge cake. Tak więc oto, przedstawiam wam małe cudeńko!


Red velvet cake:
2 1/2 szkl. mąki
2 szkl. cukru
1 łyżka kakao
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 jajka
1 1/2 szkl. oleju roślinnego
1 szkl. maślanki
1 łyżka octu
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
żelowy czerwony barwnik(ok. 1 łyżeczki)

Suche składniki przesiać do miski. Mokre połączyć ze sobą, następnie przelać do mącznej mieszanki i wymieszać do powstania gładkiej masy, dodać barwnik i jeszcze raz wymieszać, aż kolor będzie jednolity. Masę najlepiej przelac do 2 tortownic o śr. 26cm, wtedy ciasto sie upiecze, ale nie przypiecze z wierzchu. Pieczemy je w 180'C ok 30min, do suchego patyczka.



a oto słodkie wnętrze:


Dark chocolate fudge cake:
180g mąki
300g cukru
90g kakao
6g sody oczyszczonej
4g proszku do pieczenia
5g soli
60 ml oleju
190ml maślanki
190ml gorącej kawy
2 jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Suche składniki wymieszać i przesiać do miski z wysokim rantem, dodać mokre składniki i miksować ok 2min, na średniowysokich obrotach. Przelać do 2 osobnych tortownic, piec od suchego patyczka ok 35-40min.

Cream chees frosting:
1 łyżeczka pasty waniliowej
500g mascarpone
3x125g opakowanie philadelphi
200g masła
1 szklanka cukru pudru

Cukier utrzeć z masłem i pastą waniliową na puszysta białą masę, dodawać serki cały czas ucierając.

Teraz należy przygotować blaty ciasta. Z każdego placka należy obciąć "brzuszek", następnie przekładamy je serowym kremem. Ja swoje ciasto ułożyłam naprzemiennie kolorami. Kiedy przełożymy już wszystkie blaty kremem, należy pokryć całe ciasto dookoła i wygładzić. Teraz pozostałą ilością kremu dekorujemy górną powierzchnię ciasta.
Ja dodałam jeszcze galaretkowe serduszka, ale może być to cokolwiek chcecie i co wymyśli wasza wyobraźnia!




Krem czekoladowy: (x3)
3łyżki mąki
1/2 szklanki mleka
115g masła
1/2 szklanki cukru
1łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 tabliczka czekolady

Ugotować budyń  z mleka i mąki. Masło utrzeć z cukrem, dodać wystudzony budyń, rozpuszczoną letnią czekoladę i wanilię. Ucierać do uzyskania pełnej gładkości konsystencji, przełożyć do rękawa cukierniczego z płaską końcówką jak do różyczek i uformować czekoladową falbankę. Dobrze gdy krem jest schłodzony, wtedy falbanka nie więdnie, co można zauważyć, na zdjęciu powyżej, z lewej strony krem był za ciepły więc pasma kremu są nieco niezgrabne, a za to te z prawej strony jędrne i wdzięczne.

Jeśli macie jakąś dużą okazję, to gorąco polecam te ciacho, jest ono z typu amerykańskiego, dosyć ciężkie i słodkie, więc będzie bardziej pasowało, na przyjęcie z tortem w roli głównej. Oczywiście jeśli ktoś miałby ochotę na zwykły red velvet cake, to należy wykorzystać przepis na czerwone ciacho i serowy krem- nic prostszego!
Pozdrawiam Nina. :)

piątek, 7 września 2012

Jogurtownik!!

Dawno mnie tu nie było... Miałam parę zaległości, które nie cierpiały zwłoki, ale uporałam się z nimi i nareszcie mam co nieco czasu na blogowanie. Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że następny wypiek będzie pewnie dopiero za jakieś 2tyg., a to z powodu mojego pomysłu, żeby conieco oczyścić organizm. Niestety ma to parę konsekwencji, a najgorszą jest zakaz jedzenia słodkości... No nic, przeboleje, tych kilkanaście dni i wrócę do utęsknionego za mną piekarnika! Szczególnie marzą mi się ostatnio makaroniki...
Ale wracając do motywu przewodniego mojego posta, którym jest jogurtownik, bo jak inaczej nazwać, sernik z jogurtu?! Zainspirował mnie przepis z blogu http://www.kwestiasmaku.com/, to  było olśnienie, niczym miłość od pierwszego wejrzenia, zobaczyłam i musiałam go upiec! Wiec oto i ja otwieram przed wami wrota pokus zastawionych przez ten przepis, ten sernik-jogurtownik... Gotowi?!




Mus owocowy:
460g mrożonych jagód
~1/4 szklanki cukru
1 mały błyskawiczny kisiel(najlepiej powinien byc jagodowy, ale ja miałam żurawinowy)

Jagody umieścić w garnuszku, dodać cukier i zagotować, następnie gotować jeszcze przez 6-7 min, na średnim ogniu. Zdjąć z ognia i wsypać kisiel, wymieszać energicznie, do momentu zniknięcia grudek. Odstawić do ostudzenia.




Masa jogurtowa:

1,7 - 2 kg jogurtu greckiego lub typu greckiego 9%-10% tłuszczu (ja użyłam "greek style")
3 łyżki mąki ziemniaczanej 
1/2 szklanki cukru
1 łyżka ekstraktu z wanilii
5 dużych jajek
200 g białej czekolady

125 g serka Philadelphia

Jogurt należy przełożyć do sita wyłożonego gazą, przykryć z wierzchu folią spożywczą, całość umieścić w misce(najlepiej,żeby sito było zawieszone na rantach miski). Tak przygotowany jogurt powinien odciekać 16-24h, aby nabrał konsystencji twarogu, im dłużej będzie to trwało tym sernik później będzie bardziej przypominał zwykły na bazie sera.
Po odsączeniu jogurtu i pozbyciu się nadmiaru serwatki, przekładami nasz jogurcik do miski, dodajemy philadelphie, mąkę ziemniaczaną, cukier, ekstrakt waniliowy. Należy wszystko dokładnie zmiksować na małych obrotach miksera, aby uniknąć efektu szampana, a w efekcie końcowym, żeby nasz sernik nie miał struktury szwajcarskiego sera lub SpongeBob'a. Gdy masa będzie gładka wbijamy po jednym jajku, miksujemy przez chwile, aby się połączyło z masą. Teraz należy roztopić czekoladę, najlepiej w kąpieli wodnej, ja włożyłam połamaną czekoladę do garnuszka i wsadziłam na chwile do rozgrzewającego się piekarnika, następnie rozmieszałam, taką ciepławą czekoladę dodałam od razu do masy miksując jednocześnie. Gdy sie wszystko dobrze połączy, odstawiamy mase, i zajmujemy sie spodem, pod ciasto.







Spód kokosowy z białą czekoladą:

50g białej czekolady
50g masła
1 jajko
35 g mąki pszennej35 g wiórków kokosowych

Do rondelka włożyć połamaną na kosteczki czekoladę, dodać pokrojone masło i mieszając rozpuścić na minimalnym ogniu. Odstawić z ognia i ostudzić. Dodać jajko, mąkę iwiórki kokosowe, dokładnie wymieszać. Wyłożyć na spód tortownicy obłożonej papierem do pieczenia. Można podpiec około 5 - 7 minut w 175 stopniach lub nie podpiekać (ja podpiekłam).
 a podpieczony spód wylewamy masę serową(najlepiej przemieszać, przed wylaniem jej na spód), nastepnie przestudzony mus owocowy nakładamy za pomocą 2 łyżek, zanurzając 1 łyżkę w masie i spychając ją do sernika drugą, tak aby powstały smakowite owocowe bąbelki...

Do nagrzanego piekarnika do 175'C bez termoobiegu, wstawiamy naszą jogurtową księżniczkę na środkową półkę, tak pieczemy 15min. Po kwadransie zmniejszamy temp. do 120'C i kontynuujemy pieczenie przez kolejne 90min. 

Polewa jogurtowa:
100g białej czekolady
200g jogurtu greckiego

Roztapiamy czekoladę, następnie dodajemy po łyżce jogurtu cały czas mieszając. Tą kremową masę rozprowadzamy równomierni na serniku, po tym jak upłynie 90min, pieczenia w 120'C, teraz pozostało jeszcze przez 15min zapiec tą polewę.





Sernik należy całkowicie wystudzić, a później wstawić do lodówki na całą noc. Dekorować można różnie, bitą śmietaną, świeżymi owocami kwiatami itd. 
Tak jak ten oto romantyczny jogurtownik jest pyszny tak i pracochłonny, idealny na większe okazje, kiedy ktoś chce się wykazać i przez "przypadek" wypapla ile czasu się starał dla gości, cóż na pewno posypie się salwa pochwał. ;)
Jak tylko zakończę swoje "oczyszczanie", uwieńczę je jakimś wymyślny,m ciachem, jako że odmawiam sobie wszystkich znakomitości, wynagrodzić będzie mi mogło to naprawdę coś, co wypieści wszystkie moje kubki smakowe!
Pozdrawiam Nina. :)

Ps.: foto by Iga Peruga

piątek, 10 sierpnia 2012

malinowy ucieraniec

Ostatnio naszła mnie ogromna ochota na upieczenie jakiegoś ciasta, ale koniecznie owocowego. Główkowałam, wymyślałam, ale ostatecznie i tak padło na moje ulubione ciasto ucierane, które zawsze dobrze wychodzi idealnie, a w dodatku każdy owoc do niego pasuje. Tym razem miałam malinki, niestety mrożone, ale jak się nie ma tego co się lubi, to się lubi co się ma. ;)
Nie byłabym sobą gdybym czegoś udziwnionego nie wymyśliła, wiec do tradycji dorzuciłam 3 grosze od siebie i wymodziłam krem z mascarpone i marshmallow fluff. Ale żeby za dużo się nie przechwalać, krem jest bardzo smaczny i lekki. Zaciekawiłam wystarczająco? Jeśli nie zapraszam do dalszej lektury... :)








Ciasto ucierane:
200g masła
160g cukru
szczypta soli
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
40g mąki ziemniaczanej
200g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 paczki mrożonych malin

Masło ubić na gładką masę, dodać cukier i szczyptę soli, utrzeć na puch. Do maślanej masy wbijać po jajku, pamiętając o tym żeby dokładnie wmiksować jajko, bo od tego zależy puszystość ciasta. Po tym jak masa będzie dokładnie połączona z jajkami, należy wsiać obie mąki razem z proszkiem i sodą. Ważne aby ciasto mieszać łyżką, a nie mikserem, wtedy nie wybijemy glutenu z mąki, a w tym przypadku tego nie chcemy, bo ciasto ucierane musi być jak najbardziej puszyste! Kiedy masa będzie gładka i bez grudek, dodajemy oprószone mąką zamrożone maliny i mieszamy delikatnie, żeby nie puściły soku, bo powstaną fioletowe zacieki na upieczonym cieście.
Ja wybrałam okrągłą formę z dziurką jak do babki, ale może być to każda inna mała blaszka, wysmarowana tłuszczem i wysypana mąką, albo wyłożona papierem do pieczenia.
Pieczemy ok 45min w 170'C, lub 150'C z termoobiegiem. Zawsze jednak lepiej sprawdzić patyczkiem czy to już, tak na zaś. ;)





Krem:
250g serka mascarpone
3łyżki marshmallow fluff*
garść malin (najlepiej już miekkich, rozmrożonych lub przetartych przez sitko w celu pozbycia sie pestek)
1/2 łyżeczki pasty waniliowej

Marshmallow fluff i pastę waniliową utrzeć mikserem z serkiem na gładką masę, dodać maliny i ucierać jeszcze przez chwile, aż się wszystko połączy w słodką, różową puszystość. Udekorować wystudzone ciasto wedle uznania. Ja dla dodania koloru i wdzięku dorzuciłam kilka borówek, oczy przecież "jedzą" pierwsze!






*Jest to amerykańskie smarowidło do kanapek zrobione z pianek marshmallow, można je dostać w czeluściach internetu, sklepach z nietypowym jedzeniem jak "smaki świata", lub w Niemczech jak ja to zrobiłam. Samo w sobie jest bezlitośnie słodkie i lepkie (jak wata cukrowa), czyli coś co Amerykanie kochają najbardziej. Ale jako dodatek do kremów bardzo dobrze się sprawdza, bo nadaje gęstości i słodyczy wiec cukier jest zbędny.






Pozdrawiam i życze smacznego!
Nina :)

Ps.: zdj Iga Peruga

piątek, 27 lipca 2012

Nutella & salted caramel brownie

Ciacho do Katowic, jadąc w gości z pustymi łapkami nie wypada... ;) Jednak daleka podróż pociągiem, ograniczyła moje możliwości, a fantazje musiałam mocno pohamować... Cóż wyszło mi z tego niesamowicie czekoladowe, jakże piekielnie kaloryczne brownie, jednak jak to mawia Nigella Lawson- smak to kalorie, tego się nie da oszukać! A więc do dzieła!





Sos karmelowy:
1/2 szklanki cukru
3 łyżki masła
2 szczypty soli
1/3 szklanki śmietany 36%

Cukier rozpuszczamy w garnku o grubym dnie, na dość dużym ogniu, gdy już prawie nie będzie kryształków dodajemy masło, czekamy aż się połączą, gdy masa będzie miała piękny bursztynowy odcień dodajemy śmietankę, ale trzeba wszystko ściągnąć z ognia, bo inaczej spali się cała karmelowa ambrozja, a tego nie chcemy!
Tak, tak zgadza się, jest to ten sam karmel co we wcześniejszym poście... ;) Karmel trzeba przygotować nieco wcześniej, żeby nie byl gorący, ale musi byc płynny, bo później wylewamy go na surowe ciasto i robimy esy floresy, za pomocą patyczka drewnianego lub czegoś co innego, nawet palcem.




Brownie:
100g zmielonej gorzkiej czekolady
80g kakao
100g cukru muscovado
200g białego cukru
60g mąki
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2/3 szklanki śm. 36%
200g rozpuszczonego masła
Nutella(ok. 3 łyżek)

Masło, cukier muscovado i śmietankę podgrzewamy na małym ogniu, do rozpuszczenia się cukru i masła. Odstawiamy na bok i do miski wrzucamy wszystkie składniki poza Nutellą. Dolewamy mieszankę maślaną i miksujemy chwile. Otrzymaną masę przelewamy do średniej blachy wyłożonej papierem do pieczenia, na surową masę wylewamy karmel w niedbały wzorek, jednak w miarę równomiernie. Następnie, bierzemy patyczek i mieszamy delikatnie karmel z ciastem, tak tylko żeby powstały esy floresy. Teraz będą potrzebne 2 małe łyżeczki, za pomocą których nałożymy małe kuleczki/porcje z Nutelli, ja to zrobiłam na kształt kratki, teraz zostało zatopić orzechowy krem  w karmelowym cieście i wstawić do piekarnika nagrzanego do 150-160'C, i piec ok 40-45min.
Wystarczy nieco wystudzić i podać np. z lodami waniliowymi lub bitą śmietaną- brzmi smacznie, ale to mało powiedziane.Bo to jeden z najlepszych brownie jakie zrobiłam, wilgotny, ciężki, a za razem delikatny, baaaardzo czekoladowy i pysznie aromatyczny...



sobota, 21 lipca 2012

karmelowe cup-cakes z cytrynowym "białym" ganache


Coś się roi od tych cup-cake'ów u mnie na blogu, w kuchni i żołądeczku... Ale co ja poradzę, że uwielbiam je robić, dekorować i rozdawać!! Taka już moja wada fabryczna, ale nie bójcie się, normalne ciasta tez już czekają grzecznie w kolejce do upieczenia i debiutu tutaj, tylko w swoim czasie. Tym razem, przyszła pora na Telesfora, czyli smakowitość z karmelowym wnętrzem i cytrynowo-waniliową chmurką ganache z białej czekolady. Dużo słów, ale ile wrażeń na podniebieniu! ;)


Babeczki: 
280g mąki
1łyżka proszku do pieczenia
szczypta soli
60g cukru muscovado
60g białego cukru
2 jajka
250ml mleka
85g stopionego masła, ostudzonego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
12 papierków muffinkowych

W rondelku z grubym dnem rozpuścić masło, cukier muscovado, uważając, żeby tego nie przegrzać. Do ostudzonej mieszanki dodać zimne mleko, wymieszać. Następnie dodać jajka i mocno zmieszać trzepaczką. Dodać wanilie i znowu wykonać parę obrotów trzepaczka w celu połączenia ze sobą składników. Do osobnej miski przesiać wszystkie suche składniki, zrobić w nich dołek do którego przelewamy płyn, mieszamy łyżką lub trzepaczką, na gładką masę, ale bez szwajcarskiej precyzji, babeczki za wtedy zbyt spięte i sztywne. Wypełniamy ciastem foremkę do muffinek i pieczemy ok 20min, w 200'C, ale bez termoobiegu, chyba, że chcemy żeby miały kształt wydm po wichurze...
Najlepiej wystudzić je na kratce, a jak już będą chłodne, wydrążamy w nich dziurkę, przyrządem do wycinania gniazda nasiennego z jabłek. Tylko zostawiamy "dekielek"!


 Karmel:
1/2 szklanki cukru
3 łyżki masła
2 szczypty soli
1/3 szklanki śmietany 36%

Cukier rozpuszczamy w garnku o grubym dnie, na dość dużym ogniu, gdy już prawie nie będzie kryształków dodajemy masło, czekamy aż się połączą, gdy masa będzie miała piękny bursztynowy odcień dodajemy śmietankę, ale trzeba wszystko ściągnąć z ognia, bo inaczej spali się cała karmelowa ambrozja, a tego nie chcemy! Radze zachować przy tym dużo ostrożności, bo można się nieładnie poparzyć...
Ostudzonym sosem wypełniamy babeczki i zakrywamy karmel dekielkiem z ciasta.


Ganache z białej czekolady:
340g białej czekolady
½ szklanki śmietany 36%
4łyżki masła
Sok z 1 cytryny
½ łyżeczki pasty waniliowej
W garnku z grubym dnem zagrzej śmietankę, aż pojawią się malutkie bąbelki na brzegach garnka. Następnie dodaj pokrojoną czekoladę i mieszaj do rozpuszczenia(ogień musi być bardzo delikatny, aby nie zważyć czekolady!), następnie dodaj masło i mieszaj do rozpuszczenia. Zdejmij z ognia, dodaj sok z cytryny i wanilie. Miksuj przez chwile, w celu wymieszania wszystkiego dokładnie. Wystudź i zmiksuj na gładką jednolitą i puszystą masę.
 
Teraz pozostało tylko udekorować kremem babeczki i gotowe! :)

(jest to ta sama masa co tu: http://nina-perugina.blogspot.com/2012/06/angels-food-cake-z-truskawkami-i.html, ale tu użyłam tylko połowy, drugą cześc wykorzystałam do przełożenia drugiego czekoladowego placka z poprzedniego postu)



A te ślicznotki dotarły ze Szczecina aż do Kłodzka- dla chcącego nic trudnego!! :)
Pozdrawiam, Nina.

środa, 11 lipca 2012

chocolate fudge cake z truskawkową bitą śmietaną i Nutellą

Dawno mnie tu nie było, ale postaram się to nadrobić. Na dobry początek nieprzyzwoicie kuszący kawałeczek małego, czekoladowego "co-nieco"!

chocolate fudge cake:
2 3/4 szklanki mąki
2 2/3 szkl. cukru
2 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
2 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanki kakao
1 3/4 łyżeczki soli
150 ml oleju
280 ml maślanki
4 jajek
260 ml gorącej mocnej kawy
2 łyżki ekstraktu waniliowego

Wszystkie składniki umieścić w misce z wysokim rantem, zaczynając od wsiania mąki. Całość miksować, na średnich obrotach ok. 2min. Mase wylać do 2 tortownic z dnem wyłożonym papierem do pieczenia i omączonymi rantami. Piec do suchego patyczka, ok 30min, może być więcej.



Mi wyszły dwa całkiem spore placki, jeden zamroziłam, a ten co opisuje przełożyłam Nutellą i pokryłam truskawkową śmietaną, chociaż całość dopełniły by świeże truskawki wkrojone pomiędzy blaty ciasta, ale i tak było pyszne.

truskawkowa śmietana:
1 szklanka śmietany kremówki dobrze schłodzonej
3-4łyżki musu truskawkowego
1łyżka żelatyny rozpuszczona w jak najmniejszej ilości gorącej wody
2-3 łyżki cukru do smaku

Śmietanę ubić na sztywno z cukrem, dodać rozpuszczoną żelatynę, a następnie mus truskawkowy. Ubijać przez chwile do  całkowitego połączenia się składników. Pokryć ciasto śmietaną i udekorować według uznania.
Inspiracja: http://sweetapolita.com/2011/03/dark-chocolate-raspberry-buttercream-cake-with-ganache-drizzle/
Smacznego i powodzenia, Nina. :)


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Urodzinowy tort dla mamy





A wiec długo wyczekiwany przepis na tort, który upiekłam dla mamy. Przepis ciekawy, jednak ma pewne haczyki, które zdiagnozowałam dopiero po rozkrojeniu tortu. Truskawkowy placek, w którego skład wchodzi galaretka truskawkowa, nie może być zbyt zimny, bo jest wtedy twardy jak kauczuk, i cały aromat szlag trafia. Przepis też jest amerykański i wydaje mi się, że ich galaretka jest bardziej barwiona i aromatyzowana, bo ja specjalnie nie wyczuwałam w mojej wersji truskawek o kolorze nie wspominając. Dlatego też polecam, dodać do ciasta syropu truskawkowego, min. 3łyżki i tak jak ja to zrobiłam, połowę ciasta zabarwic barwnikiem spożywczym na różowo. W oryginalnym przepisie był jeszcze placek waniliowo-migdałowy, ale ja pominęłam go, gdyż ciasto byłoby za wysokie, może dla tego, że miałam 1cm za małą foremkę. W każdym razie całość wyszła jak chciałam. :)
P.S.: Przed podaniem wyciągnąć z lodówki min. 30minut wcześniej!

placek truskawkowy:
 2 szklanki cukru
84g galaretki truskawkowej
1 szklanka masła(ok. 230g)
4 jajka
2 3/4 szklanki mąki
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/2 szklanki zmiksowanych truskawek
2-3 łyżki syropu truskawkowego- opcjonalnie

Utrzec masło cukier i galaretke na gładką, puszystą mase. Wbijac po 1 jajku dalej miskując, jak w przypadku ciasta ucieranego. Połączyc wanilie z mlekiem i w osobnej mmisce suche składniki. Dodawac naprzemiennie waniliowe mleko i mieszanke mączną do masła, o momentu wykończenia sie składników oraz gdy masa na ciasto bedzie gładka. Podzielic ja na pół, jedną połowe wylac do blachy wyłożonej na spodzie papierem do pieczenia i mącznych rantach, drugą zabarwic barwnikiem spożywczym na różowo i wylac do drugiej formy. Piec w 180'C do suchego patyczka.


placek czekoladowy:
 0.875 szklanki mąki
1 szklanka cukru
0.375 szklanki kakao
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
1/2 szklanki maślanki
1/4 szklanki oleju
1 łyżka ekstraktu waniliowego

Przesiać do miski suche składniki, dodać pozostałe do mieszanki mącznej i miksować na średnich obrotach ok. 2 minuty, do połączenia się składników, na jednolita płynną masę. Przelać ciasto do tortownicy wyłożonej na spodzie papierem do pieczenia i omączonych ściankach. Piec ok. 20-35min w 180'C, ale trzeb uważać, żeby nie przepiec placka!

do przełożenia:
1 słoik dżemu truskawkowego, dobrej jakości, najlepiej domowej roboty

Z wystudzonych placków zdjąć papier, a następnie posmarować dżemem i poukładać kolorami wedle uznania, ja dałam różowy na spodzie, czekoladowy i jasny na górę.

"lukier":
250g cukru pudru
250g masła( o konsystencji kremu nawilżającego)
500g mascarpone
1 łyżeczka pasty waniliowej

Cukier utrzeć z masłem na gładką puszystą masę, do zbielenia. Dodać serek i wanilie, miksować, na średnich obrotach do całkowitego połączenia się masy. Pokryć kremem tort i ozdobić wedle uznania. Ja część masy zabarwiłam na łososiowo-różowy i zielony kolor. Uformowałam róże i wycisnęłam listki za pomocą specjalnych końcówek do szprycy.

Inspiracja z :http://sweetapolita.com/2011/01/neapolitan-5-layer-birthday-cake-with-strawberry-frosting/

Ps.: zdj Iga Peruga